PAWEŁ PRYCZEK - Skarbnik Zarządu ZTF (kadencja 2017-2020)Fotografia to moja „Stara Miłość”, a ta jak wiadomo nie rdzewieje. Ta miłość zaczęła się na studiach – każdą wolną chwilę (choć nie było ich zbyt wiele na medycynie) spędzałem z aparatem w ręku. Potem szarówka codzienności zmusiła mnie do porzucenia swojej pasji aż do teraz, kiedy po wielu latach, mając trochę więcej czasu – i zawodowo, i rodzinnie, wróciłem do „zapomnianej Miłości” z lat młodości. Na nowo więc delektuję się radością jaką daje patrzenie i widzenie – to nie to samo w aspekcie fizjologicznym 😉 otaczającego mnie świata. Chcę widzieć jego piękno, utrwalić je fotografią i podzielić się nim z ludźmi chcącymi na chwilę zatrzymać się w biegu życia – w końcu trwa ono tak krótko, że nie warto by tylko pogonią było za uciekającym czasem. W ZTF znalazłem się trochę przypadkiem – jak to często w moim życiu bywało – we właściwym czasie, byłem we właściwym miejscu i spotkałem właściwego Człowieka. Poznałem ludzi tak samo jak ja żyjących fotografowaniem i czerpiących z tego radość. Do tego szybko się okazało, że wspólna pasja zbliża ludzi tak bardzo, że teraz czuję się z nimi, jakby do Zielonej Góry przyjechali wraz ze mną 20 lat temu z moich rodzinnych Bieszczad. I jak na Bieszczadnika przystało, fotografuję głównie przyrodę i krajobrazy. Zawodowo jestem lekarzem ze specjalizacją w chirurgii klatki piersiowej, więc nawet w pracy codziennie spotykam się ze zdjęciami, tyle że rentgenowskimi i nie przyrody tylko klatki piersiowej – choć to też pewna forma przyrody… ale to już inna bajka.

LIDIA WIERZBICKA - Nazywam się Lidia Wierzbicka jestem półwiekową szaloną duszą, matką i opiekunką 34 letniego niepełnosprawnego mężczyzny- syna. Wychowałam w zasadzie samotnie czworo dzieci, owdowiałam siedemnaście lat temu, żona zwariowanego niespełnionego artysty. Bojąc się zgnuśnienia i zapomnienia chyba zawsze szukałam dla siebie miejsca i tego co najważniejsze siebie. Uczyłam się w kilku szkołach, począwszy od Liceum Plastycznego a skończywszy na szkole ekonomicznej. Pracowałam w zakładzie krawieckim, szyłam pomoce do rehabilitacyjne dla dzieci, starałam się malować, rysować, projektować tatuaże dla znajomych. Do swojej gromadki przytuliła mnie Ewa Andrzejewska i mogłam oddać jej swoje umiejętności przy wykonywaniu rekwizytów teatralnych. Nie były to wielkie rzeczy ale sprawiły mi wielką przyjemność. Wykonywałam figurki z metaloplastyki i sprzedawałam w pasażach nadmorskich odpoczynkowych miejscowościach. Fotografia, a w zasadzie robienie zdjęć było ze mną cały czas. Zaczęłam mając osiem lat. Dostałam od taty i Mamy aparat fotograficzny o nazwie Ami 66, Kodak 235, Zenit i sympatyczny aparat Riva Panorama. Do dzisiaj te aparaty są przy mnie. Oczywiście też robiłam zdjęcia aparatem cyfrowym marki Sony, a teraz noszę przy sobie Nikona D3100 z różnymi obiektywami, które jeszcze są dla mnie niespodzianką. Cały czas się uczę. Lubiłam i lubię robić zdjęcia. Jeździłam za przyjaciółmi na zawody Motocrossowe i tam dopingując naszemu zawodnikowi robiłam zdjęcia jemu i ludziom. Jestem też w wiejskim Stowarzyszeniu Kobiet Raculanka jako dokumentator wydarzeń i obrazów, biegam z aparatem na każdej nawet najmniejszej wiejskiej imprezie. Lubię zdjęcia, lubię je oglądać, lubię podglądać ludzi i zapisywać ich ruchy, miny, a najbardziej takich nie pozujących, prawdziwych, normalnych. Podglądam i cieszy mnie to, wiem, że nie jestem sama i czasami oczekuję ich pochwały. Nie wiem, które z kierunków fotografii jest moje, chcę przekraczać różne granice, przesadzać i szukać. Szukam w tym samej siebie i szczęścia, zapomnienia i akceptacji. Niespokojna acz radosna jest moja dusza, śmiech, żart i figle to ja. Czasami nadpobudliwa, robiłam bym wszystko co wpadnie mi do głowy, szalone i ryzykowne pomysły pobudzają mnie do działania. I karuzela się kręci. Kocham to poszarpane i niepewne życie, wiem, że może mnie spotkać każda sytuacja ta zła, trudna i ta dobra łatwiejsza. Przyjmuję to, co znajduję na swojej drodze. Przyjmuję i dziękuję. Załączyłam zdjęcia z ostatniego okresu, kiedy Paweł Sulatycki uczył mnie fotografii od podstaw. Nie rozumiałam przesłony jej znaczenia w czasie chociaż bawiłam się razem ze swoją przyjaciółką w ciemni. Wywoływałyśmy filmy i robiłyśmy odbitki, wszystko w polowych, łazienkowych warunkach. Znałam tylko czułość ISO i kadrowanie. Czas szkoły Pawła, to jak wiosna w twórczości i niech trwa ta wiosna przyjdzie jeszcze czas na lato.


Napisz do nas